Mam kolegę ateistę

21 października 2011, 20:54 · smutna żaba

Mimo że zmieniłeś nick, od razu poznałem po stylu pisanie, że to jesteś ty Punk.

Wiesz co, mam kolegę ateistę, bardzo fajny, miły, mądry chłopak. Naprawdę go lubię, nic nie mam do ateistów. Ale przedstawiasz sposób myślenia, całkiem inny od mojego. Mówisz mi, żebyśmy powiedzieli głodnym dzieciom, że Bóg je kocha... Kocha je... i to mocno. Ale widzisz. Nie każdy ma dane zaznać szczęścia na Ziemi. Jedni nie poznają jego smaku przez własną głupotę, nałogi, pijaństwo, inni przez różne zbiegi okoliczności, ale uwierz mi, że kto nie zaznał szczęścia na Ziemi, zazna go w Niebie, bowiem "łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa bożego" - znasz to? Tak, to właśnie w tych słowach, Jezus zawarł prawdę, że bogactwo nie jest złe, o ile się z niego dobrze korzysta, o ile się nim pomaga, a nikomu nie szkodzi. A wiecie co? Zebrało mi się na historyjkę - opowiem wam:

Otóż było kilkudziesięciu ludzi, każdy dostał mapę do celu do którego miał dotrzeć oraz każdy miał ze sobą wziąć jeden krzyż, który własnoręcznie wykona. No więc jedni budowali wielkie krzyże, a inni wystrugali co nieco z patyczka, no i wystarczy według nich, po co mają się namęczyć ze struganiem, a potem jeszcze to taszczyć? A więc ci ludzi szli i szli i szli. Napotykali przeróżne krainy, doliny, góry, jeziora, każdy niosąc na ramionach swój krzyż. W końcu zobaczyli cel swej podróży, każdy był wniebowzięty tym co zobaczył, każdy chciał dotknąć tego do czego dążył, chciał wejść do tej przepięknej krainy do której tak długo zmierzał, ale to nie koniec. Okazało się, że przed tą krainą jeszcze coś jest. Wielki dół, tak ogromny, że nie dało się go przeskoczyć. Ale cóż, ziemia wokół twarda, sucha, nie ma żadnego drzewa żeby zrobić pomost, więc ludzie postanowili przejść na drugą stronę po swoich krzyżach. Ci, którzy znosili upały, mróz, cierpienia i zmęczenie, niosąc ciężar swojego krzyża - bezpiecznie przeszli na drugą stronę - do krainy wiecznego szczęścia. Ci, którzy w spokoju nieśli swoje małe krzyże, nie martwili się o nim i radośnie podążali do swojego celu, nie przeszli - ich krzyże były za małe. Musieli zostać na tej jałowej ziemi. Nie było już powrotu, nie mieli z czego wystrugać nowego krzyża, nie mogli przejść, musieli zostać na tej pustyni na zawsze...

Myślę, że każdy zrozumiał tą, można by prawie rzecz - przypowieść.

Wiele jest w stanie wyjaśnić nauka, ale powiedz mi - czy stygmatycy, Ojciec Pio, przemienienia chleba w mięsień sercowy - CZY TO?! TO NIE SĄ CUDA!? Powiedz mi więc, co to jest? Czy to może normalnie wyjaśnić nauka? Powiedz mi, wyjaśnij - Jak to jest możliwe? Ano nie da się wyjaśnić, bo "co dla zmysłów niepojęte, niech dopełni wiara w nas" - tym mamy się kierować, to powinno być naszym przykazaniem...

Dobrze, ale nie mów mi o muzułmanach. Ich religia nie nakazuje zabijania niewiernych, jest to jedynie mały jej odłam, który obrał sobie takie prawo. Zresztą zobacz, że morderstwo jest ścigane we wszystkich (nie licząc tych mniej zurbanizowanych) krajach i normalnie karane...

0 △|▽


    Komentarze (2):


    Mańjak
    21 października 2011, 19:35

    Wiara to nie Super market nie ma zachęcać do chodzenia, wiara wymaga poświeceń.

    0 △|▽


      Singouur
      21 października 2011, 21:34

      E tam. Przygotowania nie są aż takie straszne, bo poświecić 2h w tygodniu (no, jak są różance i roraty to wyjątkowo trochę więcej) to nic strasznego, chyba że ma się trzy sprawdziany, pięć kartkówek i cały stos zadań domowych (czyli norma dla zwykłego trzecioklasisty). Mi te spotkania, msze i wszystkie zaliczenia aż tak bardzo nie przeszkadzają, przynajmniej mniej przed kompem siedzę.

      Straszne jest zachowanie pracowników Kościoła. W moim mieście są cztery parafie. Na jednej moja koleżanka niemal nie dostała rozgrzeszenia, gdy na spowiedzi powiedziała że nie była w zeszłym miesiącu na spowiedzi*.

      W drugiej "szok" przeżyłem ja. Indeksy mamy przynosić na zakrystię przed mszą/różańcem/czym innym i przychodzić po nie po mszy. Wczoraj byłem na różańcu. Po zakończonej uroczystości wszyscy wchodzą na zakrystię a tam... kościelny wkracza do akcji. Warczy na nas, wypycha nas, szarpie. Indeksy chwycił i wyrzucił za drzwi po czym dalej ciosami w plecy wypędzał wszystkich z zakrystii. No tak, bo to nasza wina że chcemy mieć sakramenty.

      * - Ja nie byłem na spowiedzi od czterech lat. I specjalnie pójdę do spowiedzi właśnie do tego księdza, żeby mu to powiedzieć.

      0 △|▽