Fakt stworzenia świata

30 października 2011, 11:22 · Nemathinyen

Dobra, znalazłam chwilkę, więc odpowiedzi na fragmenty od strony szóstej:

„Przyjmijmy więc, że teraz chrześcijanie mają rację. Bóg tworzy świat. Jak on tego dokonał? Argumentu "jest wszechmogący" nie chcę.”

„A czy nie da się połączyć nauki z wiarą? Bo wystarczy przyjąć, że Bóg rozpoczął cały ten proces, tchnął płomień życia na Ziemię i obserwował co się dzieje... Gdy tak to wyjaśnisz, można uznać, że jesteśmy stworzeniami Bożymi.”

W Biblii opisany jest jedynie fakt stworzenia świata, nie jest to opisane. Bóg stworzył świat z niczego, kierując się miłością. To, jak powstawał świat, stara się wyjaśniać nauka. Istnieje pogląd umiejscawiający się między ewolucjonizmem a kreacjonizmem. Jest to kreacjonizm ewolucjonistyczny, zakładający, że Bóg stworzył świat, który ewoluując doszedł do stanu, w jakim istnieje obecnie. Bóg był tą „iskrą”, która uwarunkowała właśnie taki, a nie inny rozwój świata i dał mu początek.

„Czym, albo kim jest Bóg? A może ten cały Bóg to nie osoba, tylko jakaś siła, potęga?”

Bóg nie jest istotą w ludzkim rozumieniu tego słowa. Bóg jest wszechmocną miłością.

„Macie dziesięć przykazań. Jedno z nich brzmi "nie będziesz mieć bogów cudzych przede mną". W takim bądź razie, dlaczego modlicie się do Jezusa, świętych, obrazów? Dlaczego idziecie do jakiegoś budynku, w którym są zwykłe obrazy oraz duży krzyż? Jakby spojrzeć na to pod kątem oka, to przypomina trochę politeizm np: starożytnej Grecji. Tylko tutaj inaczej jest to nazwane.”

„Kościół Katolicki naucza o pogańskim bałwochwalczym modleniu się do zmarłych ludzi.”

Jedną z doktryn katolickich jest trynitaryzm. To jeden z najważniejszych dogmatów naszej wiary. Trójjedyny Bóg, jeden, choć w trzech Osobach. Pojęciem przeciwnym jest tryteizm, który zakłada, że Bóg Ojciec, Syn Boży (Jezus Chrystus) i Duch Święty to trzy osobne byty. Jezus jest Bogiem.

Dalej. Modlimy się za zmarłych i do zmarłych, owszem. Ale do zmarłych nie o to, by obdarzyli nas swoimi łaskami, lecz o to, by wyprosili je nam u Boga. To nie jest to samo. Chrześcijaństwo nie jest religią politeistyczną.

„Papież se siedzi i rozkazuje, bez końca, zapominając, że to jemu powinien rozkazywać Bóg.”

Czy na pewno? Spójrz na postać choćby Jana Pawła II. Nie będę opisywać, raczej każdy wie, kim był i jak żył.

„Bierzmowanie jest o wiele lepsze. Ja mam indeks i muszę mieć podpisy na:

- Wszystkie msze niedzielne

- Wszystkie święta kościelne

- 16 różańców

- 8 rorat (nie wiem jak to poprawnie napisać)

- Co miesięczne spowiedzi

- x4 gorzkie żale

- Pięć dróg krzyżowych

- Trzy msze poza niedzielne w miesiącu (w tym pierwszy piątek miesiąca)

- Zaliczenia. Kilkanaście modlitw, życiorys patrona, grzechy główne i takie tam. Do tego katecheta ma ocenić mój zeszyt i zachowanie na katechezie w szkole.”

„Mnie najbardziej irytuje Bierzmowanie, czyli "przybliżanie młodzieży do kościoła". Nikt nie przewidział, że po 16-krotnym zaliczeniu różańca, 8-krotnym rorat, wszystkich nabożeństw, etc. nikt nie będzie chodził do kościoła chętnie... W mojej klasie jest już jeden, który dał sobie spokój z nabożeństwami, przestał chodzić do kościoła i przeżywa mały wewnętrzny kryzys.”

U mnie „obowiązkowe” jest uczestnictwo na wszystkich mszach niedzielnych, na mszach/nabożeństwach w czasie świąt nakazanych, dziesięć obecności na Różańcu, roratach, nabożeństwach majowych, pięć obecności na Gorzkich Żalach, Drogach Krzyżowych, nabożeństwach czerwcowych, wypominkach (chodzi o te nabożeństwa listopadowe, nie jestem pewna nazwy), comiesięczna spowiedź, raz w miesiącu spotkanie w grupach, raz w miesiącu konferencja, reszty nawet nie pamiętam. Indeksy każdy sam uzupełnia, ja tego nie robię, bo po pierwsze ksiądz i tak wie, że jestem (zwłaszcza że zwykle dosyć aktywnie udzielam się, chór, czasem czytam podczas mszy, jeśli akurat nie śpiewam), po drugie, chodzę dla siebie, nie dla księdza, nie dla podpisów, nawet nie dla Boga. Po prostu dla siebie. Po trzecie, to, jak często jestem w kościele, jest, moim zdaniem, sprawą wyłącznie między mną a Bogiem. Po czwarte, w indeksie jest za mało miejsca, bym wszystko wpisywała. Argumenty możnaby jeszcze mnożyć, ale ograniczę się do tych czterech.

„Przygotowania nie są aż takie straszne, bo poświecić 2h w tygodniu (no, jak są różance i roraty to wyjątkowo trochę więcej) to nic strasznego, chyba że ma się trzy sprawdziany, pięć kartkówek i cały stos zadań domowych (czyli norma dla zwykłego trzecioklasisty). Mi te spotkania, msze i wszystkie zaliczenia aż tak bardzo nie przeszkadzają, przynajmniej mniej przed kompem siedzę.”

U mnie przez cały maj, czerwiec i czas Adwentu normą jest 2h dziennie. Nabożeństwo, potem zawsze msza (nie jest obowiązkowa, ale moim zdaniem jest ważniejsza od samego nabożeństwa), plus co najmniej pół godziny na dotarcie. Poza tym to średnio 6h tygodniowo, chyba że coś więcej wypadnie, jak na przykład Dzień Papieski ostatnio (9 października), czyli próby po kilka godzin dziennie. Chodzę do liceum, więc na nadmiar wolnego czasu nie narzekam raczej, zwłaszcza że dojeżdżam. Mimo to nie mam większych problemów z tym, by znaleźć czas na to, by pójść do kościoła. Potrafię przeorganizować sobie cały dzień czy nawet tydzień tylko ze względu na to, że chcę pójść do kościoła. Właściwie muszę, ale nie przez nakazy osób trzecich, a przez wewnętrzne pragnienie.

„To kolejna rzecz, która odpycha od księży. Ich zachłanność, skąpstwo i wielkie mniemanie o sobie. Ślubują ubóstwo, a wożą się limuzynami, gdy widzą biednych odwracają tylko głowy.”

Księża nie ślubują ubóstwa, z tego co wiem. I nie wszyscy są tacy. Przez pojedyncze przypadki tworzą się stereotypy, którymi kierować się nie należy, mimo wszystko.

0 △|▽